Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 lutego 2011

La Llorona

La Llorona, czyli legendarna Płaczka

Jeśli wierzyć tym, którzy doświadczyli jej obecności, jest ona długowłosą kobietą o martwej twarzy i zaczerwienionych oczach, z których czasem płyną krwawe łzy. Spaceruje sobie w ubłoconych szatach, niosąc na ręku martwe dziecko i zawodząc przy tym przeraźliwie z powodu swojej straty. Krąży po wąwozach, strumykach i stawach.

Są takie miejsca na świecie, gdzie zalewające się łzami małe dzieci straszy się Płaczką. Mówi się, że zwiastuje ona rychłą śmierć kogoś w rodzinie. Istnieje też przekonanie, że Płaczka wpisuje się w dość szeroko pojętą prewencję, ostrzegając ludzi przed grożącym im niebezpieczeństwem.

Wiara w Płaczkę najszerzej rozprzestrzeniona jest w krajach latynoskich. Budzi tam grozę, a ludzie na wsiach boją się jej nie mniej niż grasujących w okolicy bandytów czy dzikich zwierząt. Latynosi nazywają ją La Llorona – z hiszpańskiego właśnie „płaczka”.

Jest wiele wersji historii La Llorony, chociaż pewne fragmenty jej charakterystyki powtarzają się. Jeśli wierzyć tym, którzy doświadczyli jej obecności, jest ona długowłosą kobietą o martwej twarzy i zaczerwienionych oczach, z których czasem płyną krwawe łzy. Spaceruje sobie w ubłoconych szatach, niosąc na ręku martwe dziecko i zawodząc przy tym przeraźliwie z powodu swojej straty. Krąży po wąwozach, strumykach i stawach.

Skąd się zatem wzięła Płaczka? Jedna z najbardziej upowszechnionych wersji (gwatemalska) głosi, że La Llorona, to Leonor Uceda, kobieta, która była do szaleństwa zakochana w przystojnym Pablo de Morelosie. Ten próbował zniechęcić do siebie nieszczęsną kobietę, każąc jej dawać patologiczne „dowody miłości”. Najpierw zażądał, żeby Leonor zabiła swojego męża. Nieszczęśnik szybko opuścił ten świat, ale to było za mało, żeby przekonać Pablo. Zapytał on wkrótce kochankę, czy z miłości do niego gotowa jest uśmiercić swoje dzieci. Zaślepiona miłością Leonor potraktowała prośbę kochanka ze śmiertelną powagą i potopiła swoje szlochające potomstwo w rzece. Sam Pablo nie spodziewał się takiego obrotu sprawy – zamiast spodziewanych słów uznania, Leonor usłyszała, że jest zbyt okrutna jak na jego gust. Niespełniona miłość odeszła w siną dal, a oszalała z rozpaczy Leonor od tamtej pory błąka się po okolicy szlochając rozpaczliwie i szukając swoich dzieci.

Równie dramatyczna jest inna gwatemalska wersja, wedle której Płaczka była criolla (Europejką urodzoną na Nowych Terytoriach), żoną bogatego Hiszpana, która wdała się w romans z „nieczystym rasowo” biedakiem, a owocem tego związku było dziecko. Chcąc ukryć zdradę kobieta utopiła je wkrótce po urodzeniu.

Gdzie oni są ?

Tajemnica statku „Mary Celeste”


Kiedy 5 listopada 1872 roku z portu w Nowym Jorku wypłynął statek „Mary Celeste”, nic nie zapowiadało, że niewielki żaglowiec stanie się jedną z największych zagadek tamtych czasów.

Co doprowadziło do zniknięcia załogi? Jakim cudem statek został nietknięty? Kolejny Trójkąt Bermudzki czy może ingerencja UFO? Poznaj historię „Mary Celeste”- zagadki nawiedzonych wód morskich.

Morza i oceany świata od zawsze kryły mrożące krew w żyłach tajemnice, a ich nieprzewidywalność wzbudzała respekt u największych śmiałków tego świata. Starożytni postrzegali je jako ziemskie odzwierciedlenie mitycznego świata. Uznano nawet, że dno morskie to bariera między rzeczywistością a krainą mitycznych bestii, oczekujących na ofiary.

Dziś wszelkie teorie dawnych ludów są traktowane z przymrużeniem oka. Czy słusznie? Może jednak coś w nich jest, skoro naukowcy nadal nie potrafią wyjaśnić wielu niepokojących zjawisk. Niewątpliwie należy do nich historia „Mary Celeste”.

Dzień, w którym statek wypłynął z transportem spirytusu na pokładzie, dostarczył ostatnich informacji o 12-osobowej załodze, która wkrótce zniknęła w niejasnych do dziś okolicznościach. W miesiąc później żaglowiec znaleziono około 400 mil od Gibraltaru – wówczas płynął już bez załogi. Marynarze ze statku „Dei Gratia”, którzy zauważyli dryfujący statek widmo stwierdzili, że wszystko znajdowało się na nim w niemal idealnym porządku, nie brakowało nawet szalupy ratunkowej.

niedziela, 30 stycznia 2011

Duch Halszki

Baszta zamku szamotulskiego, zwana Basztą Halszki, była miejscem dramatu, który stał się tematem legendy o czarnej księżniczce. W baszcie więziona była przez 14 lat Halszka z Ostroga. Jej małżonek, wojewoda poznański Łukasz Górka, kazał nałożyć na jej twarz żelazną maskę, aby nikt nie mógł podziwiać jego młodej żony. Z czarną maską na twarzy Halszka mogła podziemnym krużgankiem udawać się z baszty do kolegiaty, gdzie brała udział w nabożeństwie i pokutowała za popełnione grzechy.

Jak mówi legenda w pochmurną noc księżycową nie opodal baszty można spostrzec wolno przesuwającą się postać kobiecą w pokutniczych szatach. Gdy zniknie w baszcie, słychać płacz i zawodzenie ducha nieszczęśliwej Halszki z Ostroga, tłumione przez grube mury baszty.

sobota, 29 stycznia 2011

Koszmar.........

Koszmar szpitala w Barnau


Niezrozumiałe jęki i szepty, cienie przemykające wzdłuż ciemnych korytarzy i stukot damskich obcasów, choć nikogo nie ma w pobliżu – to tylko namiastka koszmaru szpitala w Barnau.

Jak donoszą ostatnie wiadomości, Ałtajskie Centrum Zdrowia Dziecka jest nawiedzane przez duchy, które nocą wpędzają wszystkich w przerażenie. Poznaj historię, która od lat burzy spokój pacjentów i personelu nawiedzonej placówki.

Pracownicy twierdzą, że często słyszą tajemnicze, niezrozumiałe głosy, szczególnie wieczorami i nocami, gdy zgiełk szpitalny zamiera. Jednak niedawne wydarzenia zarejestrowane przez kamerę w holu szpitala przyćmiły wszystkie dotychczasowe opowieści.

Na nagraniu widać, jak drzwi zamykają się samoczynnie, po czym bez niczyjej ingerencji porusza się obrotowy fotel. Co zadziwiające, pacjentów przestrzega się, że jeśli usłyszą jakieś dziwaczne odgłosy, nie powinni wpadać w panikę, ponieważ takie zjawiska są tutaj na porządku dziennym, a duch nikogo nie zaczepia. Czy to znaczy, że ludzie tak po prostu przyzwyczaili się do jego obecności?

Zadziwiające skąd wziął się tajemniczy gość? Legendy mówią, że szpital nawiedza duch robotnika, który zginął przy jego budowie. Być może to jego dusza błądzi teraz w poszukiwaniu ukojenia. Jego obecność nikomu nie przeszkadzała do czasu, kiedy zaczął niszczyć budynek.

Jak wywołać ducha?

I SPOSÓB

 Przygotowania należy rozpocząć na czternaście dni przed główną ceremonią. Pokój do wywoływania powinien być tym miejscem, w którym    zmarły często przebywał, ale może też być to inny pokój. Należy zgromadzić tam wszelkie pamiątki po osobie wywoływanej: ubiory, przedmioty osobiste. Trzeba tam także ustawić jego portret, przykryć go białym woalem, otoczyć       ulubionymi kwiatami i codziennie je zmieniać.

    Dzień wyznaczony na przywołanie zjawy ma być traktowany jako uroczysty już od samego rana. Stół w pokoju wywołania, ma być nakryty białym obrusem i zastawić do uczty we dwoje, złożonej z chleba, wina, winogron lub innych owoców. Ucztować w milczeniu, przy zakrytym portrecie. Do kielicha nalać wina dla ukochanej osoby i odkroić dla niej chleb. Poza tą strawą, na stole nie powinno się nic znajdować.

       Wieczorem, o tej samej, co zwykle porze, trzeba wejść w milczeniu do pokoju, rozpalić ogień z drewna cyprysowego i siedmiokrotnie wrzucić w ogień kadzidło, wymawiając imię osoby, którą się chce ujrzeć. Nie odkrywaj jej portretu, potem zgaś świecę bądź lampkę i pozwól by ogień sam wygasł. Wtedy dorzuć wonności na żar i wzywaj Boga z rytuałem wiary zmarłej osoby, wyobrażając sobie jak ona by tę modlitwę mówiła i starając się jak najbardziej z nią utożsamić. Zamilknij na kwadrans, a potem głośno odezwij się do wywoływanej osoby, z całą miłością prosząc, by się ukazała. Zakryj swą twarz i w myślach nadal błagaj i wołaj ją. Potem podniesionym głosem trzykrotnie zawezwij ją do ukazania się. Czekaj na kolanach z zamkniętymi lub zakrytymi oczami przywołuj ją w duchu, a następnie znowu pełnym miłości głosem przywołaj tę osobę. Po trzecim wywołaniu, zjawa powinna się ukazać oczom wywołującego

II SPOSÓB

    Inną metodą na spotkanie się z duchami może być seans spirytystyczny. Przed seansem należy się do niego odpowiednio przygotować, mam tu na myśli rekwizyty, jakie powinny nam towarzyszyć podczas tego rytuału. Jednym z podstawowych elementów jest specjalna tabliczka "oui-ja" lub narysowana plansza.

     Na talerzyku lub kawałku płaskiego drewna należy wymalować strzałkę tak, aby w półmroku była ona dobrze widoczna. Stolik, przy którym będzie się odbywał seans spirytystyczny nie powinien mieć żadnych metalowych połączeń i powinien być okrągły. Obok stolika zapalamy świecę i ząbek czosnku nacięty na krzyż, który zapobiega przybyciu larw astralnych i innych niepożądanych gości. Po modlitwie odmówionej przez wszystkich uczestników seansu osoba prowadząca prosi ducha, aby przybył i odpowiedział na pytania. Może to być jakikolwiek duch osób, które zeszły z tego świata, do których mamy jakieś pytania.

      Siedząc przy stole należy obie stopy mocno oprzeć na podłodze, rozluźnić mięśnie i delikatnie oprzeć palce na brzegu talerzyka. Jeżeli w seansie bierze udział większa liczba osób, to na talerzyku można położyć tylko palce wskazujące.

czwartek, 27 stycznia 2011

zjawy cmentarne



W styczniu 2008 r. Brytyjczyk Karl Horvath zamieszkały w Walsall wybrał się w odwiedziny do swego starego przyjaciela z miejscowości Acklam. Horvath wychował się w Acklam i była to dla niego, by tak rzec, podróż sentymentalna. Któregoś wieczoru pod koniec stycznia Karl wybrał się z 10-letnim synem przyjaciela na wieczorny spacer. Przy tej okazji zajrzeli na lokalny cmentarz, gdzie Horvath sięgnął po aparat fotograficzny. I on i towarzyszący mu chłopiec zrobili po kilka zdjęć. To, co na nich się zapisało, wywołało w mężczyźnie wstrząs.

- Na tym małym miejscowym cmentarzyku bawiłem się jako dziecko, dobrze więc znałem teren – oświadczył Horvath brytyjskim mediom. - Syn przyjaciela zrobił kilka zdjęć, potem ja też. Przyznaję, że gdy krążyliśmy po cmentarzu, miałem silne wrażenie czyjejś obecności, jakby ktoś za nami chodził. Nikogo jednak, ani niczego nie widzieliśmy. Dopiero na zdjęciu dostrzegłem dziwny obraz. Niech nikt nie próbuje mi wmówić, że to mgła albo dym. Po pierwsze, było stosunkowo jasno i wieczór nie był mglisty. Po drugie, o dymie nie ma mowy, bo ja nie palę papierosów.

Horvath ma też pewność, że niezwykłe zdjęcie nie jest skutkiem błędu pracy jego cyfrowego aparatu fotograficznego marki Sony. Czyżby więc zdjęcie stanowiło dowód, że na starym cmentarzu w Acklam dają o sobie znać goście z zaświatów? To nie jedyna nawiedzona nekropolia w Wielkiej Brytanii, bo zpodobnym zjawiskiem zetknęła się Tracy Hesketh zamieszkała przy Blackpool Road w Lea, dzielnicy Preston, miasta w brytyjskim hrabstwie Lancashire.

Tracy, również w styczniu tego roku, wybrała się na wieczorny spacer ze swoim przyjacielem. Jednym z punktów ich wycieczki także był cmentarz.

Para dotarła do cmentarza St. Saviour w okolicach Bamber Bridge. Tam Tracy i jej przyjaciel ruszyli alejkami nekropolii. Nagle oboje dostrzegli tajemniczą sylwetkę, mroczną i mglistą, która pojawiła się przy jednym z grobów. Byli przerażeni, ale odezwał się w nich duch łowców i sfotografowali tajemnicze zjawisko.

- Szliśmy przez cmentarz i nagle ta postać stanęła przed nami – Tracy Hesketh relacjonowała zajście dziennikarzowi lokalnej gazety „Lancashire Evening Post“. - Z trudem zachowaliśmy zimną krew. Zrobiliśmy kilka zdjęć i zaraz stamtąd poszliśmy. Zdjęcia pokazują więcej, niż wtedy zobaczyliśmy. Widać, że ta postać jakby kształtuje się z mgły, jakby wstaje z grobu. Gdy szliśmy do samochodu obejrzałam się i zobaczyłam trzy takie sylwetki podążające za nami. Byłam przerażona. Ani myślałam zawrócić i robić kolejne zdjęcia, czy sprawdzić, co to właściwie jest.

Zdjęciom Horvatha i Hesketh przyglądają się teraz eksperci. Co ustalą? Czy na brytyjskich cmentarzach faktycznie otworzyły się bramy zaświatów?