Etykiety

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Voodoo


Voodoo -z francuskiego vaudou; religia praktykowana wśród Murzynów na Haiti i w pewnej mierze także na innych wyspach Wielkich Antyli i USA, będący mieszaniną elementów religii katolickiej i wątków wierzeń ludów afrykańskich (szczególnie Joruba, Kongo, Fou).

W VooDoo istnieje wiara w jednego boga, połączona z kultem wielu miejscowych i afrykańskich duchów oraz świętych katolickich. Duchy (LOA) mogą pomagać (LOA RADA) lub szkodzić (LOA PETRO).Kapłan (HOUNGAN) za pomocą obrzędów religijnych i magicznych zjednuje je i podporządkowuje. Podczas rytuałów, dzięki którym uczestnicy wchodzą w trans, duchy opanowują różne osoby. Charakterystychnym elementem VooDoo jest zombie - wiara, że dzięki magii można ożywić ciało zmarłego i spowodować, iż będzie ono np. pracować na polu jako pewnego rodzaju automat. Zombi może stać się człowiek zatruty szczególnym rodzajem trucizny. Rytuały VooDoo łączą w sobie afrykańską magię i religię z zachodnim okultyzmem i ludowym katolicyzmem. Dokładna etymologia słowa "VooDoo" jest nieznana.

Z cyklu straszne historyjki cz5.

Pewna dziewczynka o imieniu Ania jak zawsze zasiadła przed komputerem kiedy jej rodzice wyszli na nocna imprezę. Włączyła gadu-gadu i zaczęła gadać z przyjaciółmi.Późno w nocy napisał do niej jakiś nieznajomy. Miło jej się z nim rozmawiało. W końcu zapytał się, czy nie chce wstąpić do mafii. Ania na początku myślała, że nieznajomy żartuje, ale w końcu zorientowała się, że rozmawia ze złym typem. Stanowczo odpowiedziała NIE na jego pytanie. On jednak nie dał za wygraną i jeszcze raz zapytał: ,,czy wstąpisz do mafii?" Ania postanowiła zagrać odważną i powiedziała ,,A co?" na to typek ,,Nic tyle, że powinnaś to zrobić, skoro ze mną zadarłaś, bo inaczej sami do Ciebie przyjdziemy..." Dziewczynka wystraszyła się, z drugiej strony powiedziała przecież nie znacie mojego adresu" Nie dostała już odpowiedzi, bo nieznajomy już się rozłączył. Przekonana, że stchórzył usiadła wygodnie przed telewizorem. Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Ania spojrzała przez oczko. Byli to ludzie w szarych pasiastych garniturach i ciemnych okularach. Dziewczynka pomyślała, że to mafia i uciekła do łazienki. Nagle poczuła jakieś skrobanie. Zapaliła światło, a na lustrze było napisane: MAFIA cię OBSERWUJE! Zdruzgotana dziewczynka schowała się do kabiny prysznicowej. Poczuła, że oprócz niej jest tam ktoś jeszcze...obróciła się i już nic nie zobaczyła, ponieważ ktoś wbił jej nóż w brzuch. Morał z tego taki...strzeż się MAFII!!!

niedziela, 30 stycznia 2011

Duch Halszki

Baszta zamku szamotulskiego, zwana Basztą Halszki, była miejscem dramatu, który stał się tematem legendy o czarnej księżniczce. W baszcie więziona była przez 14 lat Halszka z Ostroga. Jej małżonek, wojewoda poznański Łukasz Górka, kazał nałożyć na jej twarz żelazną maskę, aby nikt nie mógł podziwiać jego młodej żony. Z czarną maską na twarzy Halszka mogła podziemnym krużgankiem udawać się z baszty do kolegiaty, gdzie brała udział w nabożeństwie i pokutowała za popełnione grzechy.

Jak mówi legenda w pochmurną noc księżycową nie opodal baszty można spostrzec wolno przesuwającą się postać kobiecą w pokutniczych szatach. Gdy zniknie w baszcie, słychać płacz i zawodzenie ducha nieszczęśliwej Halszki z Ostroga, tłumione przez grube mury baszty.

sobota, 29 stycznia 2011

Koszmar.........

Koszmar szpitala w Barnau


Niezrozumiałe jęki i szepty, cienie przemykające wzdłuż ciemnych korytarzy i stukot damskich obcasów, choć nikogo nie ma w pobliżu – to tylko namiastka koszmaru szpitala w Barnau.

Jak donoszą ostatnie wiadomości, Ałtajskie Centrum Zdrowia Dziecka jest nawiedzane przez duchy, które nocą wpędzają wszystkich w przerażenie. Poznaj historię, która od lat burzy spokój pacjentów i personelu nawiedzonej placówki.

Pracownicy twierdzą, że często słyszą tajemnicze, niezrozumiałe głosy, szczególnie wieczorami i nocami, gdy zgiełk szpitalny zamiera. Jednak niedawne wydarzenia zarejestrowane przez kamerę w holu szpitala przyćmiły wszystkie dotychczasowe opowieści.

Na nagraniu widać, jak drzwi zamykają się samoczynnie, po czym bez niczyjej ingerencji porusza się obrotowy fotel. Co zadziwiające, pacjentów przestrzega się, że jeśli usłyszą jakieś dziwaczne odgłosy, nie powinni wpadać w panikę, ponieważ takie zjawiska są tutaj na porządku dziennym, a duch nikogo nie zaczepia. Czy to znaczy, że ludzie tak po prostu przyzwyczaili się do jego obecności?

Zadziwiające skąd wziął się tajemniczy gość? Legendy mówią, że szpital nawiedza duch robotnika, który zginął przy jego budowie. Być może to jego dusza błądzi teraz w poszukiwaniu ukojenia. Jego obecność nikomu nie przeszkadzała do czasu, kiedy zaczął niszczyć budynek.

Twierdza - czyli z cyklu z życia wzięte

Nie słyszałam aby w mojej okolicy mieściły się jakieś zamki, tym bardziej pałace, w których straszy. Budynki... to już inna sprawa. Może i nie wierzę w przerażające lecz nie powiem ciekawe historię, uwielbiam ich słuchać. Z tym samym entuzjazmem co dziś, połykałam rok temu każde słowo mych towarzyszek. Byłam może trochę bardziej naiwna niż teraz, ale w duchu jak zwykle śmiałam się z ich opowieści. Co chwilę wymieniałam spostrzeżenia, uwagi i opowiadałam inne, podobne bzdury. Choć gdzieś tam, w głębi duszy czaiła się ekscytacja, ekscytacja TWIERDZĄ. Tak się mówiło na tajemniczy budynek z kominami, otoczony garażami. Wiedzieliśmy tylko, ze jest tam pralnia i... kościół. Bardzo dziwny kościół. Nie wnikałam w szczegóły, tak jak moje koleżanki próbowałam stworzyć swoją własną nieprawdopodobną historię. Pewnego dnia zapragnęłyśmy wejść głębiej, zobaczyć co się kryję za brudnymi murami. Wszystko działo się bardzo szybko.  Wiatr, zapach chloru, ciemność, melodia, pieśń... Uciekłam stamtąd jak poparzona. Trzy minuty później, trzęsąc się ze strachu chodziłam wokół wejścia do Twierdzy, czekając na wyjście dziewczyn. Chwilę później zobaczyłam jak jakieś blade postacie zmierzają ku mnie. Serce zaczęło mi bić mocnej, ale gdy podeszły bliżej okazało się że to moje towarzyszki. Przybliżyły się do mnie i jednocześnie wypowiedziały drżącym głosem jedno słowo ,,twarz''. A potem rozpętało się piekło. Przez całe wakacje tam nie weszłam. Do dziś dręczą mnie pytania - czy one kłamały? czy duchy istnieją naprawdę? i czy kiedyś spotka mnie podobna przygoda? Choć teraz mam całkiem inne podejście do tego typu rzeczy, to zawsze gdy przechodzę obok tego miejsca mam dreszcze...
PS.: Zdjęcie, jest zdjęciem TWIERDZY

Żołnierz - czyli z cyklu z zycia wzięte

O tej historii opowiadała mi babcia, dziadek i tata. Jakieś 40 lat temu, pewien żołnierz miał przyjechać do konina na przepustkę. Chciał odwiedzić swoją dziewczynę. Jadąc pociągiem usnął ze zmęczenia i przespał swój przystanek , którym miał być konin dworzec centralny. Obudził się dopiero w Kawnicach i wysiadł. Ponieważ nie było już żadnego połączeni do miasta postanowił iść pieszo torami żeby się nie zgubić bo było ciemno i bardzo mglisto. Kiedy dochodził do dworca wschodniego w koninie , nagle nadjechał pociąg. maszynista nie zdążył w porę zahamować i zareagować, ponieważ przy takiej pogodzie nawet go nie zauważył. Nad ranem kiedy ludzie szli do pracy zauważyli części ciała, które jak się okazało były strzałkami biednego żołnierza. Po tym zdarzeniu zawsze kiedy był mglisty wieczór pokazywała się ludziom postać żołnierza. przez długie lata, nikt nie chciał przechodzić blisko miejsca, gdzie wydarzyła się ta tragedia. :{

Jak wywołać ducha?

I SPOSÓB

 Przygotowania należy rozpocząć na czternaście dni przed główną ceremonią. Pokój do wywoływania powinien być tym miejscem, w którym    zmarły często przebywał, ale może też być to inny pokój. Należy zgromadzić tam wszelkie pamiątki po osobie wywoływanej: ubiory, przedmioty osobiste. Trzeba tam także ustawić jego portret, przykryć go białym woalem, otoczyć       ulubionymi kwiatami i codziennie je zmieniać.

    Dzień wyznaczony na przywołanie zjawy ma być traktowany jako uroczysty już od samego rana. Stół w pokoju wywołania, ma być nakryty białym obrusem i zastawić do uczty we dwoje, złożonej z chleba, wina, winogron lub innych owoców. Ucztować w milczeniu, przy zakrytym portrecie. Do kielicha nalać wina dla ukochanej osoby i odkroić dla niej chleb. Poza tą strawą, na stole nie powinno się nic znajdować.

       Wieczorem, o tej samej, co zwykle porze, trzeba wejść w milczeniu do pokoju, rozpalić ogień z drewna cyprysowego i siedmiokrotnie wrzucić w ogień kadzidło, wymawiając imię osoby, którą się chce ujrzeć. Nie odkrywaj jej portretu, potem zgaś świecę bądź lampkę i pozwól by ogień sam wygasł. Wtedy dorzuć wonności na żar i wzywaj Boga z rytuałem wiary zmarłej osoby, wyobrażając sobie jak ona by tę modlitwę mówiła i starając się jak najbardziej z nią utożsamić. Zamilknij na kwadrans, a potem głośno odezwij się do wywoływanej osoby, z całą miłością prosząc, by się ukazała. Zakryj swą twarz i w myślach nadal błagaj i wołaj ją. Potem podniesionym głosem trzykrotnie zawezwij ją do ukazania się. Czekaj na kolanach z zamkniętymi lub zakrytymi oczami przywołuj ją w duchu, a następnie znowu pełnym miłości głosem przywołaj tę osobę. Po trzecim wywołaniu, zjawa powinna się ukazać oczom wywołującego

II SPOSÓB

    Inną metodą na spotkanie się z duchami może być seans spirytystyczny. Przed seansem należy się do niego odpowiednio przygotować, mam tu na myśli rekwizyty, jakie powinny nam towarzyszyć podczas tego rytuału. Jednym z podstawowych elementów jest specjalna tabliczka "oui-ja" lub narysowana plansza.

     Na talerzyku lub kawałku płaskiego drewna należy wymalować strzałkę tak, aby w półmroku była ona dobrze widoczna. Stolik, przy którym będzie się odbywał seans spirytystyczny nie powinien mieć żadnych metalowych połączeń i powinien być okrągły. Obok stolika zapalamy świecę i ząbek czosnku nacięty na krzyż, który zapobiega przybyciu larw astralnych i innych niepożądanych gości. Po modlitwie odmówionej przez wszystkich uczestników seansu osoba prowadząca prosi ducha, aby przybył i odpowiedział na pytania. Może to być jakikolwiek duch osób, które zeszły z tego świata, do których mamy jakieś pytania.

      Siedząc przy stole należy obie stopy mocno oprzeć na podłodze, rozluźnić mięśnie i delikatnie oprzeć palce na brzegu talerzyka. Jeżeli w seansie bierze udział większa liczba osób, to na talerzyku można położyć tylko palce wskazujące.