Nie słyszałam aby w mojej okolicy mieściły się jakieś zamki, tym bardziej pałace, w których straszy. Budynki... to już inna sprawa. Może i nie wierzę w przerażające lecz nie powiem ciekawe historię, uwielbiam ich słuchać. Z tym samym entuzjazmem co dziś, połykałam rok temu każde słowo mych towarzyszek. Byłam może trochę bardziej naiwna niż teraz, ale w duchu jak zwykle śmiałam się z ich opowieści. Co chwilę wymieniałam spostrzeżenia, uwagi i opowiadałam inne, podobne bzdury. Choć gdzieś tam, w głębi duszy czaiła się ekscytacja, ekscytacja TWIERDZĄ. Tak się mówiło na tajemniczy budynek z kominami, otoczony garażami. Wiedzieliśmy tylko, ze jest tam pralnia i... kościół. Bardzo dziwny kościół. Nie wnikałam w szczegóły, tak jak moje koleżanki próbowałam stworzyć swoją własną nieprawdopodobną historię. Pewnego dnia zapragnęłyśmy wejść głębiej, zobaczyć co się kryję za brudnymi murami. Wszystko działo się bardzo szybko. Wiatr, zapach chloru, ciemność, melodia, pieśń... Uciekłam stamtąd jak poparzona. Trzy minuty później, trzęsąc się ze strachu chodziłam wokół wejścia do Twierdzy, czekając na wyjście dziewczyn. Chwilę później zobaczyłam jak jakieś blade postacie zmierzają ku mnie. Serce zaczęło mi bić mocnej, ale gdy podeszły bliżej okazało się że to moje towarzyszki. Przybliżyły się do mnie i jednocześnie wypowiedziały drżącym głosem jedno słowo ,,twarz''. A potem rozpętało się piekło. Przez całe wakacje tam nie weszłam. Do dziś dręczą mnie pytania - czy one kłamały? czy duchy istnieją naprawdę? i czy kiedyś spotka mnie podobna przygoda? Choć teraz mam całkiem inne podejście do tego typu rzeczy, to zawsze gdy przechodzę obok tego miejsca mam dreszcze...
PS.: Zdjęcie, jest zdjęciem TWIERDZY

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz