Etykiety

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Voodoo


Voodoo -z francuskiego vaudou; religia praktykowana wśród Murzynów na Haiti i w pewnej mierze także na innych wyspach Wielkich Antyli i USA, będący mieszaniną elementów religii katolickiej i wątków wierzeń ludów afrykańskich (szczególnie Joruba, Kongo, Fou).

W VooDoo istnieje wiara w jednego boga, połączona z kultem wielu miejscowych i afrykańskich duchów oraz świętych katolickich. Duchy (LOA) mogą pomagać (LOA RADA) lub szkodzić (LOA PETRO).Kapłan (HOUNGAN) za pomocą obrzędów religijnych i magicznych zjednuje je i podporządkowuje. Podczas rytuałów, dzięki którym uczestnicy wchodzą w trans, duchy opanowują różne osoby. Charakterystychnym elementem VooDoo jest zombie - wiara, że dzięki magii można ożywić ciało zmarłego i spowodować, iż będzie ono np. pracować na polu jako pewnego rodzaju automat. Zombi może stać się człowiek zatruty szczególnym rodzajem trucizny. Rytuały VooDoo łączą w sobie afrykańską magię i religię z zachodnim okultyzmem i ludowym katolicyzmem. Dokładna etymologia słowa "VooDoo" jest nieznana.

Z cyklu straszne historyjki cz5.

Pewna dziewczynka o imieniu Ania jak zawsze zasiadła przed komputerem kiedy jej rodzice wyszli na nocna imprezę. Włączyła gadu-gadu i zaczęła gadać z przyjaciółmi.Późno w nocy napisał do niej jakiś nieznajomy. Miło jej się z nim rozmawiało. W końcu zapytał się, czy nie chce wstąpić do mafii. Ania na początku myślała, że nieznajomy żartuje, ale w końcu zorientowała się, że rozmawia ze złym typem. Stanowczo odpowiedziała NIE na jego pytanie. On jednak nie dał za wygraną i jeszcze raz zapytał: ,,czy wstąpisz do mafii?" Ania postanowiła zagrać odważną i powiedziała ,,A co?" na to typek ,,Nic tyle, że powinnaś to zrobić, skoro ze mną zadarłaś, bo inaczej sami do Ciebie przyjdziemy..." Dziewczynka wystraszyła się, z drugiej strony powiedziała przecież nie znacie mojego adresu" Nie dostała już odpowiedzi, bo nieznajomy już się rozłączył. Przekonana, że stchórzył usiadła wygodnie przed telewizorem. Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Ania spojrzała przez oczko. Byli to ludzie w szarych pasiastych garniturach i ciemnych okularach. Dziewczynka pomyślała, że to mafia i uciekła do łazienki. Nagle poczuła jakieś skrobanie. Zapaliła światło, a na lustrze było napisane: MAFIA cię OBSERWUJE! Zdruzgotana dziewczynka schowała się do kabiny prysznicowej. Poczuła, że oprócz niej jest tam ktoś jeszcze...obróciła się i już nic nie zobaczyła, ponieważ ktoś wbił jej nóż w brzuch. Morał z tego taki...strzeż się MAFII!!!

niedziela, 30 stycznia 2011

Duch Halszki

Baszta zamku szamotulskiego, zwana Basztą Halszki, była miejscem dramatu, który stał się tematem legendy o czarnej księżniczce. W baszcie więziona była przez 14 lat Halszka z Ostroga. Jej małżonek, wojewoda poznański Łukasz Górka, kazał nałożyć na jej twarz żelazną maskę, aby nikt nie mógł podziwiać jego młodej żony. Z czarną maską na twarzy Halszka mogła podziemnym krużgankiem udawać się z baszty do kolegiaty, gdzie brała udział w nabożeństwie i pokutowała za popełnione grzechy.

Jak mówi legenda w pochmurną noc księżycową nie opodal baszty można spostrzec wolno przesuwającą się postać kobiecą w pokutniczych szatach. Gdy zniknie w baszcie, słychać płacz i zawodzenie ducha nieszczęśliwej Halszki z Ostroga, tłumione przez grube mury baszty.

sobota, 29 stycznia 2011

Koszmar.........

Koszmar szpitala w Barnau


Niezrozumiałe jęki i szepty, cienie przemykające wzdłuż ciemnych korytarzy i stukot damskich obcasów, choć nikogo nie ma w pobliżu – to tylko namiastka koszmaru szpitala w Barnau.

Jak donoszą ostatnie wiadomości, Ałtajskie Centrum Zdrowia Dziecka jest nawiedzane przez duchy, które nocą wpędzają wszystkich w przerażenie. Poznaj historię, która od lat burzy spokój pacjentów i personelu nawiedzonej placówki.

Pracownicy twierdzą, że często słyszą tajemnicze, niezrozumiałe głosy, szczególnie wieczorami i nocami, gdy zgiełk szpitalny zamiera. Jednak niedawne wydarzenia zarejestrowane przez kamerę w holu szpitala przyćmiły wszystkie dotychczasowe opowieści.

Na nagraniu widać, jak drzwi zamykają się samoczynnie, po czym bez niczyjej ingerencji porusza się obrotowy fotel. Co zadziwiające, pacjentów przestrzega się, że jeśli usłyszą jakieś dziwaczne odgłosy, nie powinni wpadać w panikę, ponieważ takie zjawiska są tutaj na porządku dziennym, a duch nikogo nie zaczepia. Czy to znaczy, że ludzie tak po prostu przyzwyczaili się do jego obecności?

Zadziwiające skąd wziął się tajemniczy gość? Legendy mówią, że szpital nawiedza duch robotnika, który zginął przy jego budowie. Być może to jego dusza błądzi teraz w poszukiwaniu ukojenia. Jego obecność nikomu nie przeszkadzała do czasu, kiedy zaczął niszczyć budynek.

Twierdza - czyli z cyklu z życia wzięte

Nie słyszałam aby w mojej okolicy mieściły się jakieś zamki, tym bardziej pałace, w których straszy. Budynki... to już inna sprawa. Może i nie wierzę w przerażające lecz nie powiem ciekawe historię, uwielbiam ich słuchać. Z tym samym entuzjazmem co dziś, połykałam rok temu każde słowo mych towarzyszek. Byłam może trochę bardziej naiwna niż teraz, ale w duchu jak zwykle śmiałam się z ich opowieści. Co chwilę wymieniałam spostrzeżenia, uwagi i opowiadałam inne, podobne bzdury. Choć gdzieś tam, w głębi duszy czaiła się ekscytacja, ekscytacja TWIERDZĄ. Tak się mówiło na tajemniczy budynek z kominami, otoczony garażami. Wiedzieliśmy tylko, ze jest tam pralnia i... kościół. Bardzo dziwny kościół. Nie wnikałam w szczegóły, tak jak moje koleżanki próbowałam stworzyć swoją własną nieprawdopodobną historię. Pewnego dnia zapragnęłyśmy wejść głębiej, zobaczyć co się kryję za brudnymi murami. Wszystko działo się bardzo szybko.  Wiatr, zapach chloru, ciemność, melodia, pieśń... Uciekłam stamtąd jak poparzona. Trzy minuty później, trzęsąc się ze strachu chodziłam wokół wejścia do Twierdzy, czekając na wyjście dziewczyn. Chwilę później zobaczyłam jak jakieś blade postacie zmierzają ku mnie. Serce zaczęło mi bić mocnej, ale gdy podeszły bliżej okazało się że to moje towarzyszki. Przybliżyły się do mnie i jednocześnie wypowiedziały drżącym głosem jedno słowo ,,twarz''. A potem rozpętało się piekło. Przez całe wakacje tam nie weszłam. Do dziś dręczą mnie pytania - czy one kłamały? czy duchy istnieją naprawdę? i czy kiedyś spotka mnie podobna przygoda? Choć teraz mam całkiem inne podejście do tego typu rzeczy, to zawsze gdy przechodzę obok tego miejsca mam dreszcze...
PS.: Zdjęcie, jest zdjęciem TWIERDZY

Żołnierz - czyli z cyklu z zycia wzięte

O tej historii opowiadała mi babcia, dziadek i tata. Jakieś 40 lat temu, pewien żołnierz miał przyjechać do konina na przepustkę. Chciał odwiedzić swoją dziewczynę. Jadąc pociągiem usnął ze zmęczenia i przespał swój przystanek , którym miał być konin dworzec centralny. Obudził się dopiero w Kawnicach i wysiadł. Ponieważ nie było już żadnego połączeni do miasta postanowił iść pieszo torami żeby się nie zgubić bo było ciemno i bardzo mglisto. Kiedy dochodził do dworca wschodniego w koninie , nagle nadjechał pociąg. maszynista nie zdążył w porę zahamować i zareagować, ponieważ przy takiej pogodzie nawet go nie zauważył. Nad ranem kiedy ludzie szli do pracy zauważyli części ciała, które jak się okazało były strzałkami biednego żołnierza. Po tym zdarzeniu zawsze kiedy był mglisty wieczór pokazywała się ludziom postać żołnierza. przez długie lata, nikt nie chciał przechodzić blisko miejsca, gdzie wydarzyła się ta tragedia. :{

Jak wywołać ducha?

I SPOSÓB

 Przygotowania należy rozpocząć na czternaście dni przed główną ceremonią. Pokój do wywoływania powinien być tym miejscem, w którym    zmarły często przebywał, ale może też być to inny pokój. Należy zgromadzić tam wszelkie pamiątki po osobie wywoływanej: ubiory, przedmioty osobiste. Trzeba tam także ustawić jego portret, przykryć go białym woalem, otoczyć       ulubionymi kwiatami i codziennie je zmieniać.

    Dzień wyznaczony na przywołanie zjawy ma być traktowany jako uroczysty już od samego rana. Stół w pokoju wywołania, ma być nakryty białym obrusem i zastawić do uczty we dwoje, złożonej z chleba, wina, winogron lub innych owoców. Ucztować w milczeniu, przy zakrytym portrecie. Do kielicha nalać wina dla ukochanej osoby i odkroić dla niej chleb. Poza tą strawą, na stole nie powinno się nic znajdować.

       Wieczorem, o tej samej, co zwykle porze, trzeba wejść w milczeniu do pokoju, rozpalić ogień z drewna cyprysowego i siedmiokrotnie wrzucić w ogień kadzidło, wymawiając imię osoby, którą się chce ujrzeć. Nie odkrywaj jej portretu, potem zgaś świecę bądź lampkę i pozwól by ogień sam wygasł. Wtedy dorzuć wonności na żar i wzywaj Boga z rytuałem wiary zmarłej osoby, wyobrażając sobie jak ona by tę modlitwę mówiła i starając się jak najbardziej z nią utożsamić. Zamilknij na kwadrans, a potem głośno odezwij się do wywoływanej osoby, z całą miłością prosząc, by się ukazała. Zakryj swą twarz i w myślach nadal błagaj i wołaj ją. Potem podniesionym głosem trzykrotnie zawezwij ją do ukazania się. Czekaj na kolanach z zamkniętymi lub zakrytymi oczami przywołuj ją w duchu, a następnie znowu pełnym miłości głosem przywołaj tę osobę. Po trzecim wywołaniu, zjawa powinna się ukazać oczom wywołującego

II SPOSÓB

    Inną metodą na spotkanie się z duchami może być seans spirytystyczny. Przed seansem należy się do niego odpowiednio przygotować, mam tu na myśli rekwizyty, jakie powinny nam towarzyszyć podczas tego rytuału. Jednym z podstawowych elementów jest specjalna tabliczka "oui-ja" lub narysowana plansza.

     Na talerzyku lub kawałku płaskiego drewna należy wymalować strzałkę tak, aby w półmroku była ona dobrze widoczna. Stolik, przy którym będzie się odbywał seans spirytystyczny nie powinien mieć żadnych metalowych połączeń i powinien być okrągły. Obok stolika zapalamy świecę i ząbek czosnku nacięty na krzyż, który zapobiega przybyciu larw astralnych i innych niepożądanych gości. Po modlitwie odmówionej przez wszystkich uczestników seansu osoba prowadząca prosi ducha, aby przybył i odpowiedział na pytania. Może to być jakikolwiek duch osób, które zeszły z tego świata, do których mamy jakieś pytania.

      Siedząc przy stole należy obie stopy mocno oprzeć na podłodze, rozluźnić mięśnie i delikatnie oprzeć palce na brzegu talerzyka. Jeżeli w seansie bierze udział większa liczba osób, to na talerzyku można położyć tylko palce wskazujące.

Z cyklu straszne historyjki cz4.

Zdarzyło się to w czasie ostatniej wojny. Tuż pod niewielkim laskiem Topole Góry w Piotrkowicach koło Zawichostu wypatrzono wisielca. Kołysał się zaczepiony na gałęzi dzikiej gruszy rosnącej na miedzy. Czubkami butów dotykał wygniecionej trawy. Odcięto go i pochowano pod tamtą gruszą. Próbowano dociekać, czemu śmierć dopadła nieznajomego właśnie pod Topolimi Górami. Niestety nie dowiedziano się nigdy kim był i skąd pochodził. Wielokrotnie też zadawano sobie pytanie, czy założył stryczek własnoręcznie, czy tez założono mu go przemocą. Być może był zdrajcą, a może zdesperowanym Żydem uciekającym z transportu czy okolicznej kryjówki. Ubranie wisielca było zniszczone ale elegantów w czasie wojny nie spotykało się często. Jedna rzecz szczególnie rzucała się w oczy. Wisielec miał niewłaściwie założone buty. Może zaskoczony w śnie zakładał je w pośpiechu? Nic już się nie da wyjaśnić. Ale na źle założonych butach się nie kończy. Dwadzieścia lat po wojnie wędrowała do domu z niedalekiego miasteczka. Zmierzała przez Topole Góry. W lesie natknęła się na nieznajomego mężczyznę. Zwróciła uwagę, że miał odwrotnie założone buty. Podniosła zdumiony wzrok, aby przyjrzeć się uważniej, ale minął ją pospiesznie. Nie zauważyła więc jego twarzy. Nie znała historii powieszonego, o spotkaniu opowiedziała krewnym. Do domu powracała też inną drogą. Jeden z mieszkańców Piotrowic często zakładał wnyki na zające. Na śniegu śledził zajęcze tropy. W końcu lat sześćdziesiątych styczniowym świtem odkrył ślady odwrotnie założonych butów. Były świeże wyraźnie nocą bowiem spadł śnieg. Ruszył ich śladem i po stu krokach stanął jak wryty. Ślady urywały się pod gruszą, na której przed ćwierć wiekiem zawisnął nieznajomy mężczyzna w źle założonych butach.

piątek, 28 stycznia 2011

Z cyklu straszne historyjki cz3.

Rodzice 12 letniej Ani poszli na całonocną imprezę z okazji walentynek. Ania została sama w domu ze swoim pieskiem który zawsze dotrzymywał jej towarzystwa a gdy się bała lizał ją po dłoni. Ania bez żadnych obaw siedziała w domu, grała na komputerze, czytała gazety aż usiadła przed telewizorem właśnie leciały wiadomości z ostatniej chwili : ,, Po Osiedlu Braci Śniadeckich grasuje seryjny morderca, uciekł on z więzienia i jest poszukiwany przez policję. proszę pozamykać wszystkie drzwi i czuwać w niebezpieczeństwie''. Ania przelękła się i wystawiła rękę za fotel od razu poczuła lizanie po ręku co ją trochę uspokoiło, wiedziała ę nie jest sama. Leżała przez dłuższa chwile nagle usłyszała przytłumiony pisk swojego psa ale nie zwróciła na to zbytnio uwagi tylko odkrzyknęła,,, Azor cicho bądź wszystko jest w porządku'' dalej oglądała telewizje nagle usłyszała,, Kap, kap, kap''' pomyślała ze leci z kranu , ponownie usłyszała ,,kap, kap,kap'' trosze się przestraszyła i poczuła na swojej dłoni miłe lizanie, i już czuła się bezpiecznie. Ponownie usłyszała ,,kap, kap, kap'' lekko zdenerwowana uciążliwym kapanie wstała i poszła do łazienki. Ku jej przerażeniu na kaloryferze leżała odcięta głowa psa, Ania była w szoku o mało nie zemdlała obróciła się w stronę lustra na którym pisało ,, NIE TYLKO PSY POTRAFIĄ LIZAĆ'' nie zrobiła kolejnego kroku...została oblana kwasem...umierała powoli w ogromnych cierpieniach. Sprawcy tego czynu do tej pory nie złapano.. Chyba wiecie kto ją lizał po ręku...HA HA HA

Z cyklu straszne historyjki cz2.

Pewnego zimowego dnia państwo Starzyńscy pojechali do domu dziecka z zamiarem zaadoptowania córki.Najpierw było wszystko w porządku, ale później zaczęło się znęcanie nad dzieckiem. Wczesną wiosną przyszywani rodzice udusili córkę.Ciała dziewczynki nie zakopali w ziemi i nie urządzili pogrzebu...zwłoki wrzucili do studni. Zdenerwowany duch dziewczynki nagrał kasetę RING każdy kto ją obejrzał po siedmiu dniach umierał . Dziennikarka napaliła się, żeby dowieść dlaczego tak jest. Kobieta zabroniła swojemu synowi ruszać kasetę. Kaseta nie była podpisana. Chłopiec włączył ją z myślą, że jest to jedna z kaset, które nagrywał z mamą w dzieciństwie. Włączył ją, ale praktycznie nie oglądał, bo odrabiał lekcje. Ale jedno zerknięcie wystarczyło...Po siedmiu dniach telewizor sam się włączył, zaczęła tryskać z niego woda i wyszła z niego dziewczynka. Podeszła do chłopca i zamordowała go. Kiedy wróciła matka chłopca (dziennikarka) Była przerażona.Po kilku dniach dowiedziała się gdzie mieszka matka dziecka.Pojechała do jej domu. Matka na początku nie chciała się przyznać, ale później powiedziała gdzie są zwłoki dziewczynki. Kobieta wydostała ciało dziecka ze studni i zrobiła pogrzeb.Myślała, że historia się skończy jednak nie... dziewczynka nadal uśmiercała ludzi. Po kilku dniach dziennikarka stwierdziła, że nie ma dla kogo żyć i włączyła kasetę. Kiedy po siedmiu dniach telewizor sam się włączył, wyszła z niego dziewczynka. Jednak od razu nie zabiła dziennikarki.Patrzyły się na siebie. Po chwili kobieta zapytała .:Dlaczego zabijasz ludzi? Dziecko opowiedziało jej,że kiedy była mała wszyscy się nad nią znęcali i to jest zemsta... Podeszła do kobiety i zabiła ją. Kaseta istnieje do dziś . Może trafić też do ciebie...

Z cyklu straszne historyjki cz1.

W ulewną noc pewna dziewczyna wracała samochodem do domu. Krople rzęsistego deszczu bębniły o dach jej samochodu i ściekały strumieniami po szybach, wiatr zawodził na zewnątrz a ona przemierzała samochodem drogę pośród gęstych lasów. Wkrótce miała rozpętać się prawdziwa burza. Usłyszała już pierwsze, stłumione odgłosy grzmotów, gdy nagle spiker radiowy przerwał audycję muzyczną by nadać komunikat o niebezpiecznym psychopacie który uciekł z pobliskiego zakładu psychiatrycznego. Dokonał on wcześniej kilku brutalnych morderstw, toteż spiker poważnym tonem pouczył słuchaczy, by ci zamknęli się w swych domach, dopóki policja nie złapie uciekiniera. Dziewczyna zdołała jeszcze przejechać paręset metrów po tym komunikacie, gdy nagle jej auto zaczęło powoli zwalniać i się zatrzymywać…skończyła jej się benzyna! Przerażona dziewczyna wpadła w panikę, gdy nagle tuż za drzewami ujrzała małą stację benzynową i sklepik. Włączyła rezerwę i udało jej się resztkami paliwa wtoczyć wóz na betonowy podjazd. Otworzyła drzwi i wysunęła się z samochodu wprost w mroźny, niemiłosiernie siąpiący deszcz. Zatankowała bak do pełna i szybkim krokiem udała się do sklepiku, by zapłacić za benzynę. Otworzyła drzwi i weszła do mrocznego, oświetlonego zaledwie jedną, psującą się jarzeniówką pomieszczenia. „Zatankowałam i chciałabym zapłacić za benzynę!” zawołała dziewczyna, gdyż pomieszczenie było zupełnie puste. Poczekała chwilę, lecz nie usłyszała żadnej odpowiedzi…Postąpiła kilka kroków naprzód, w kierunku obskurnych drzwi prowadzących na zaplecze. Podeszła do nich i delikatnie nacisnęła klamkę…drzwi skrzypnęły i powoli się uchyliły odsłaniając skąpane w mroku pomieszczenie. Dziewczyna wytężyła wzrok i zobaczyła, że w cieniach pomiędzy półkami ktoś stoi. Wysoki mężczyzna ubrany w roboczy kombinezon wyszedł z cienia i powoli, bez słowa szedł w kierunku dziewczyny. „Kim pan jest?” zapytała dziewczyna. Ręce drżały jej ze strachu. „Ja-a je-ee-estem kie-kierownikiem stacji” wyjąkał nieznajomy. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem i dostrzegła, że w ręce trzyma on długi nóż…Pobladła i spojrzała przerażeniem na mężczyznę. Ten szybko zorientował się, że dostrzegła ona jego nóż i zaczął wyjaśniać: „to-o ty-tylko…” lecz nie zdołał dokończyć gdyż dziewczyna pędem rzuciła się w kierunku wyjścia. Nieznajomy rzucił się za nią w pogoń. Oboje wypadli ze sklepu wprost w strugi ulewnego deszczu. Przerażona dziewczyna biegła w kierunku swego samochodu słysząc kroki napastnika tuż za sobą. Nieustanne pluskanie ciężkich butów o pokryty kałużami beton zbliżało się coraz bardziej…gdy dziewczyna zdołała dosięgnąć klamki od drzwi swego samochodu. Wskoczyła do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi nim mężczyzna zdążył ją dogonić. Szybko wyciągnęła z kieszeni kluczyki i rzucając nerwowe spojrzenia w kierunku nieznajomego, zdołała przekręcić kluczyk w stacyjce. Jednakże on już jej nie gonił - widziała tylko czarny kontur postaci stojący kilka metrów od jej auta wśród siąpiącego deszczu. Światła samochodu rozbłysły, gdy nagle mężczyzna rzucił się w kierunku jej okna, waląc po nim pięściami i krzycząc „O-On….on..!” Jednakże dziewczyna wcisnęła gaz, koła zapiszczały i samochód ruszył pędem przed siebie zostawiając mężczyznę w kombinezonie na podjeździe…Pośród pisku opon i ryku silnika nie zdołała usłyszeć ostatniego zdania, które próbował jej powiedzieć nieznajomy. Na nieszczęście dla niej. Brzmiało ono: „on jest na tylnym siedzeniu!” Rano policja wezwana przez jąkającego się właściciela stacji znalazła jej samochód kilometr dalej. Szyby spływały krwią, a ciało dziewczyny porąbane było siekierą na kawałki. Zbiega-psychopaty nie udało się złapać.

Zniszczenie Ziemi w sześciu aktach

Apokalipsa w sześciu aktach

Nihil Domini przypisywane jest autorstwo sześciu bardzo sugestywnych obrazów końca świata. Dlaczego dane mu było doświadczyć akurat tylu wizji, a nie pięciu lub siedmiu? Szóstka nie jest bowiem liczbą pozbawioną znaczenia. Uznaje się ją za symbol walki dobra ze złem.
W Apokalipsie według św. Jana oznacza grzech. W przeciwieństwie do siódemki, liczby odpoczynku Boga, szóstka wskazuje, że człowiek został opuszczony przez Boga lub sam się od niego oddalił. Współczesny system obliczania upływu czasu opiera się na szóstce, każda godzina składa się z 60 minut, minuta zaś z 60 sekund. Wiemy, że koniec świata ma być dla nas karą za grzechy. W tej sytuacji odsłania się inne znaczenie szóstki jako liczby sprzeniewierzenie się Stwórcy, pogrążania się w grzechu pychy i nieuzasadnionego poczucia wielkości.
W pierwszym z obrazów Nihil Domini mówi się o rewolucji w Rzymie. Tłum ludzi dopuści się zniesławienia wszystkich kapłanów, jakich spotka na swojej drodze. Papież dostanie się do niewoli, stanie się przedmiotem drwin, poddany zostanie licznym torturom. Mamy więc jawny dowód odejścia od nauki Kościoła, jako realizatora Słowa Bożego. Drugi z obrazów zapowiada wielki rozłam w całym Kościele. Kolejny raz pojawia się osoba Ojca Świętego, ale wspomina się również o trzech innych wysokich dostojnikach kościelnych. Jeden z nich będzie pochodzenia Niemieckiego.

Dłonie jak magnesy ....

Lepkie ręce


Serbscy lekarze łamią sobie głowy nad zaskakującym przypadkiem dziewczynki, której dłonie działają jak magnesy.
10-letnia Jelena Momcilov z miejscowości Zeljusa potrafi przyciągać samym tylko dotykiem takie przedmioty, jak sztućce, monety, a nawet meble z metalowymi elementami. Zdaniem ekspertów, przedziwna zdolność, którą dziewczynka odkryła w sobie 5 lat temu, jest przykładem nieznanego biomagnetyzmu, który wymaga głębszego zbadania.

Podróż w czasie ?

Szokujące odkrycie w filmie z 1928 roku


Widok kobiety idącej ulicą i jednocześnie rozmawiającej przez telefon komórkowy nie szokuje obecnie nikogo. Ale wstrząsające jest, kiedy podobna scena pojawia się w filmie niemym z 1928 roku. Spisek, a może... podróż w czasie?
Film "Cyrk" ("The Circus") wywołał ostatnio ogromne zainteresowanie wśród internautów, a fragment z tej czarno-białej komedii rozprzestrzenia się w internecie w zawrotnym tempie.
Fragment, który zauważony został przez producenta filmowego George’a Clarke’a, przedstawia kobietę trzymającą w ręce coś, co według niektórych, przypomina telefon komórkowy. Kobieta trzyma przedmiot przy uchu i wydaje się przez niego rozmawiać.
Jedynym wyjaśnieniem, jakie jest w tej sytuacji możliwe to założenie, że podróżuje ona w czasie. Przynajmniej taka jest opinia internautów.
Pod koniec lat 20., Chaplin został nominowany do Oskara przez Akademię Filmową za grę aktorską, scenariusz, reżyserię oraz produkcję filmu "Cyrk", który w końcu został wykluczony z walki, ale przyniósł Chaplinowi specjalnego Oscara, otrzymanego za "wszechstronność i geniusz, przejawiany zarówno w działalności reżyserskiej, jak i aktorskiej, scenopisarskiej i producenckiej".

czwartek, 27 stycznia 2011

zjawy cmentarne



W styczniu 2008 r. Brytyjczyk Karl Horvath zamieszkały w Walsall wybrał się w odwiedziny do swego starego przyjaciela z miejscowości Acklam. Horvath wychował się w Acklam i była to dla niego, by tak rzec, podróż sentymentalna. Któregoś wieczoru pod koniec stycznia Karl wybrał się z 10-letnim synem przyjaciela na wieczorny spacer. Przy tej okazji zajrzeli na lokalny cmentarz, gdzie Horvath sięgnął po aparat fotograficzny. I on i towarzyszący mu chłopiec zrobili po kilka zdjęć. To, co na nich się zapisało, wywołało w mężczyźnie wstrząs.

- Na tym małym miejscowym cmentarzyku bawiłem się jako dziecko, dobrze więc znałem teren – oświadczył Horvath brytyjskim mediom. - Syn przyjaciela zrobił kilka zdjęć, potem ja też. Przyznaję, że gdy krążyliśmy po cmentarzu, miałem silne wrażenie czyjejś obecności, jakby ktoś za nami chodził. Nikogo jednak, ani niczego nie widzieliśmy. Dopiero na zdjęciu dostrzegłem dziwny obraz. Niech nikt nie próbuje mi wmówić, że to mgła albo dym. Po pierwsze, było stosunkowo jasno i wieczór nie był mglisty. Po drugie, o dymie nie ma mowy, bo ja nie palę papierosów.

Horvath ma też pewność, że niezwykłe zdjęcie nie jest skutkiem błędu pracy jego cyfrowego aparatu fotograficznego marki Sony. Czyżby więc zdjęcie stanowiło dowód, że na starym cmentarzu w Acklam dają o sobie znać goście z zaświatów? To nie jedyna nawiedzona nekropolia w Wielkiej Brytanii, bo zpodobnym zjawiskiem zetknęła się Tracy Hesketh zamieszkała przy Blackpool Road w Lea, dzielnicy Preston, miasta w brytyjskim hrabstwie Lancashire.

Tracy, również w styczniu tego roku, wybrała się na wieczorny spacer ze swoim przyjacielem. Jednym z punktów ich wycieczki także był cmentarz.

Para dotarła do cmentarza St. Saviour w okolicach Bamber Bridge. Tam Tracy i jej przyjaciel ruszyli alejkami nekropolii. Nagle oboje dostrzegli tajemniczą sylwetkę, mroczną i mglistą, która pojawiła się przy jednym z grobów. Byli przerażeni, ale odezwał się w nich duch łowców i sfotografowali tajemnicze zjawisko.

- Szliśmy przez cmentarz i nagle ta postać stanęła przed nami – Tracy Hesketh relacjonowała zajście dziennikarzowi lokalnej gazety „Lancashire Evening Post“. - Z trudem zachowaliśmy zimną krew. Zrobiliśmy kilka zdjęć i zaraz stamtąd poszliśmy. Zdjęcia pokazują więcej, niż wtedy zobaczyliśmy. Widać, że ta postać jakby kształtuje się z mgły, jakby wstaje z grobu. Gdy szliśmy do samochodu obejrzałam się i zobaczyłam trzy takie sylwetki podążające za nami. Byłam przerażona. Ani myślałam zawrócić i robić kolejne zdjęcia, czy sprawdzić, co to właściwie jest.

Zdjęciom Horvatha i Hesketh przyglądają się teraz eksperci. Co ustalą? Czy na brytyjskich cmentarzach faktycznie otworzyły się bramy zaświatów?

Moc , Wróżby , Czary

Żywiołowa moc wody


Woda fascynowała ludzkość od stuleci. Jest ona, obok powietrza, warunkiem niezbędnym do życia i właśnie stąd wynika jej świętość, bazująca na naszej zależności od niej. Ludy pierwotne czciły ją jako bóstwo. W praktykach magii wody celebruje się jej tajemniczą, życiodajną naturę poprzez różnorodne wróżby, zaklęcia i rytuały. A oto niektóre z nich.
Wróżenie za pomocą wody
Wróżenie z wody jest jedną z najprzyjemniejszych, najbardziej relaksujących i najstarszych metod. Mimo że prawie każdy spotkał się kiedyś lub słyszał o stosowanej w tym celu kryształowej kuli, bardzo niewielu zdaje sobie sprawę, że wzięła ona swój początek właśnie z wróżenia z wody.

Nasz martwy syn uzdrawia ludzi

Australia podzieliła się na dwa obozy. Wszystko przez przypadki rzekomych cudów, które mają ostatnio miejsce w Sydney. Pochodzące z największego australijskiego miasta małżeństwo twierdzi, że w należącym do nich domu, za pośrednictwem ich zmarłego syna, dokonują się rzeczy niesłychane. Mike Tannous zmarł w wieku 17 lat, w wyniku obrażeń poniesionych w wypadku samochodowym. Od czasu tragedii, która miała miejsce trzy lata temu, w domu państwa Tannousów mają miejsce zjawiska niezwykłe. Tuż po śmierci Mike’a, na ścianach sypialni, która do niego należała, pojawiła się dziwna substancja o konsystencji oleju. To właśnie jej przypisywane są cudowne, uzdrawiające właściwości.   Rodzice Mike’a z wielkim zaangażowaniem powtarzają historie, które ostatnio miały miejsce w ich willi. Olej, który pokrył ściany, zdjęcia oraz święte obrazki znajdujące się w pokoju, który niegdyś należał do chłopaka, przyczynił się podobno do wielu uzdrowień. W ubiegłym roku do domu Tannousów przyszła ich sąsiadka, która ubolewała nad tym, że nie może mieć więcej dzieci. „Przybyła tu i modliła się.” – relacjonuje sprawę ciotka zmarłego nastolatka. „Miesiąc później przyszła z pudełkiem czekoladek i powiedziała: ‘Zgadnijcie co? Jestem w ciąży.’”. Liczne przypadki uzdrowień sprawiły, że w domu Tannousów zaczęły pojawiać się setki pielgrzymów spragnionych kolejnego cudu. Zdarzają się sytuacje, w których konieczne staje się zamknięcie ulicy, na której znajduje się dom rodzinny Mike’a Tannousa. Informacje o oleistej substancji, która ma uzdrawiającą moc szybko się rozprzestrzeniła, toteż do „cudownego domu” zjeżdżają ludzie pochodzący nie tylko z innych, odległych rejonów Australii, ale też spoza kraju. – poinformował australijski serwis „The Daily Telegraph”. Małżeństwo twierdzi jednak, że ich dom jest otwarty dla wszystkich. Każdy, kto ma jakiekolwiek wątpliwości, w dowolnej chwili może wejść do budynku i na „własnej skórze” przekonać się o niecodziennych zjawiskach, które w nim zachodzą.

Przejęci ostatnimi wydarzeniami państwo Tannousowie, którzy uwierzyli, że cuda w ich domu dokonują się za pośrednictwem ich nieżyjącego syna Mike’a, już rozpoczęli starania o jego beatyfikację. Rodzice chłopaka naciskają, aby to właśnie on stał się kolejnym pochodzącym z Australii kandydatem na świętego. „Mike jest posłańcem pomiędzy nami i Bogiem. On uzdrowił już tak wielu ludzi.” – opowiada Lina, matka chłopca. „Nasz chłopak jest święty. To jest tak, jakby rozmawiał z nami i mówił do innych ludzi.” – dodaje jego ojciec George.

  Oleista substancja, która ostatnio zaczęła pokrywać także pozostałe ściany znajdujące się w budynku, była już badana przez specjalistów. Żadnemu z naukowców nie udało się jednak określić jej pochodzenia.


Zagadkowe Piramidy ..

ZAGADKOWE PIRAMIDY



Piramidy zbudowali kosmici?


Piramidy - jedne z najbardziej niezwykłych budowli, jakie kiedykolwiek powstały na Ziemi od niepamiętnych czasów stanowią wizytówkę Egiptu. Olbrzymie konstrukcje przez ponad 45 stuleci opierające się czasowi, zachwycają turystów, naukowców i archeologów.
Piramidy są zagadkowymi i wręcz intrygującymi budowlami. Na temat ich pochodzenia powstało wiele teorii. Niektóre z nich są tak fantastyczne, że trudno zgodzić się z nimi naszym racjonalnym umysłom.

Około 11500 lat temu nieliczni uratowani z katastrofy mieszkańcy Atlantydy zbudowali trzy wielkie piramidy na płaskowyżu Giza (ponieważ znali obce nam źródła energii, budowa takiej piramidy nie była dla nich żadną trudnością). Według niektórych badaczy nie jest to zresztą jedyna pamiątka po wielkiej cywilizacji atlantydzkiej. Uważają oni, że posągi z Wyspy Wielkanocnej są również dziełem przedstawicieli tej kultury. Trzeba przyznać, że te 300 figur o wysokości 9m i wadze do 90 ton każda to nie lada zagadka dla współczesnej nauki.
Próby wyrąbania takiej figury kamiennym toporkiem, jaki znaleziono w kamieniołomach obok, nie przyniosły żadnego rezultatu. Transport takiego posągu również nie leżał w zasięgu możliwości tubylców ani prehistorycznych, ani dzisiejszych. Poza tym na głowie każdej figury spoczywał kamienny „kapelusik” o wadze „tylko” 10 ton. Posągi te stoją na kilkumetrowych podestach przypominających schodkowe piramidy. Największą dla nas przesłanką i zagadką jest to, że na plecach każdej figury jest wyryty znak doskonale znany egiptologom. Jest to egipski krzyż zamknięty w kole. Według egipskich kapłanów znak ten to źródło ogromnej energii.
Odpowiednio skumulowana potrafiła, według starożytnych papirusów, nawet „przestawiać góry”. Legendy mieszkańców Wyspy Wielkanocnej mówią o tym, że posągi te same ustawiały się na swoich miejscach, jakby je pchała niewidzialna siła. Do teorii tej wpisuje się hipoteza niektórych badaczy twierdzących, że kompleks piramid w Gizie jest wierną kopią gwiazdozbioru Oriona. Jednak takie ułożenie trzech gwiazd w Orionie istniało dokładnie 12 tysięcy lat temu.
Zatem piramidy byłyby starsze o 8 tysięcy lat, niż się dzisiaj typuje. Dolinę Nilu zamieszkiwali wtedy prymitywni łowcy i na pewno nie byliby w stanie zbudować takiego obiektu. W tym okresie miała miejsce także prawdopodobnie zagłada mitycznej Atlantydy. W teorii o Atlantydach budujących piramidy jest mowa o istnieniu na naszej planecie jeszcze dziewięciu takich kompleksów jak w Gizie. Zbudowane zostały dla ustabilizowania pola magnetycznego kuli ziemskiej. Ponoć na dnie Trójkąta Bermudzkiego znajduje się zatopiony jeszcze większy zespół piramid.

Tajemnicze zniknięcia w DIABELSKIM TRÓJKĄCIE BERMUDZKIM

Tajemnice Diabelskiego Trójkąta

Od setek lat obszar pomiędzy Miami na Florydzie, Puerto Rico i Bermudami w niewyjaśniony sposób pochłania setki ludzkich istnień. W umownych granicach Trójkąta Bermudzkiego odnaleziono wiele statków dryfujących bez załogi, a niejeden samolot przelatujący nad tym odcinkiem Oceanu Atlantyckiego zniknął bez śladu. Współcześni naukowcy mnożą teorie mające wyjaśnić tajemnicę dziwnego miejsca, jednak po dziś dzień nie wiemy, co tak naprawdę dzieje się na tym obszarze
Echa historii
Pierwsze przypadki niewyjaśnionych zaginięć na tym obszarze Atlantyku według niektórych źródeł miały miejsce już pod koniec piętnastego wieku, kiedy to Krzysztof Kolumb w kronice zapisał, że podczas rejsu zaobserwował dziwną kulę ognia przelatującą obok boku statku. Zjawisko następnie wzbiło się w niebo i opadło wprost do niezwykłej, białej wody oceanu. Odkrywca wspomina także o fiksacji sprzętu pokładowego – w tamtej chwili kompas przestał wskazywać prawdziwy kierunek.
Kolejny przypadek niewyjaśnionych wydarzeń w obrębie Diabelskiego Trójkąta miał miejsce w 1502 roku. Wtedy to trzydzieści karawel gubernatora Ovando musiało przepłynąć przez ten tajemniczy obszar. Do celu dotarły tylko trzy statki, a dwadzieścia siedem zaginęło bez śladu.
Niszczycielska aktywność Trójkąta Bermudzkiego wzmogła się w dziewiętnastym wieku. Serię tajemniczych zdarzeń otworzyło odnalezienie w 1840 roku przez amerykański patrol francuskiego statku. Na pokładzie nie znaleziono ani jednego ciała, a jedynie nadal żywego kanarka.
Czterdzieści jeden lat później amerykański statek „Ellen Austin” odnalazł w obrębie Diabelskiego Trójkąta szkuner dryfujący bez załogi. Na pokładzie nie odnaleziono także dziennika okrętowego. Kapitan „Ellen Austin” nakazał części swoich marynarzy, by przesiedli się do opuszczonego statku i popłynęli za nim. Po dwóch dniach żeglugi rozpętał się sztorm, a szkunery zostały rozdzielone. Kolejne czterdzieści osiem godzin później załoga „Ellen Austin” odnalazła drugi statek, znów opuszczony i bez dziennika pokładowego. Kapitan po raz drugi wysłał część swoich marynarzy na pokład. Wspólna żegluga obu szkunerów trwała dwa dni. Po tym czasie nad wodą uniosła się gęsta mgła, w której zniknął tajemniczy okręt. Ani jego, ani marynarzy nigdy nie odnaleziono.

Apokalipsa .. Wierzyć czy nie ?



Zostały dwa lata do końca świata?

21 grudnia 2012 roku skończy się świat jaki znamy. Tego dnia nastąpi zmiana biegunów magnetycznych Ziemi. Ruch obrotowy naszej planety gwałtownie zwolni, a następnie zmieni kierunek.
Trzęsienia ziemi o niespotykanej sile i ogromne fale zniszczą naszą cywilizację. Całe kontynenty znikną z powierzchni globu. Zginą miliardy ludzi. Resztki Europy i Ameryki Północnej zostaną pokryte lodowcem..
Skąd wiadomo, że zagłada nastąpi w ostatnich dnaich 2012 roku? Przewidzieli to astronomowie zamieszkujący legendarną Atlantydę. Atlantydzi odkryli teorię pól magnetycznych Słońca i mieli świadomość, że ich świat jest skazany na zagładę. Dzięki obserwacji gwiazd dokładnie wiedzieli, kiedy dojdzie do wywołanego zmianą biegunów Ziemi potopu. Więc zanim w roku 9792 roku p.n.e. kilkusetmetrowe fale zalały lądy, a Atlantyda została pogrzebana pod biegunem południowym, zbudowali tysiące łodzi i uciekli do Ameryki Południowej i Egiptu.
Wiedza astronomów z Atlantydy przetrwała. To właśnie hieroglify egipskie i kalendarz Majów mają wskazywać, że już niedługo dojdzie do kataklizmu na miarę opisywanego w Biblii potopu. W roku 2012 r. Wenus, Mars, Orion i inne ciała niebieskie znajdą się w takiej samej pozycji jak w roku 9792 p.n.e., a niezwykle dokładny kalendarz Majów kończy się na dacie 21 grudnia 2012 r. Później nie ma już nic.